Przyjechaliśmy do Bodrum. Od atrakcji aż kręci się w głowie. S łoneczko świeci (w maju dzień jest już długi
a średnia dzienna to 10h ze słońcem
!), chciałoby się pójść na plażę.
Jest dobrze – plaża piaszczyzsta, nie jak w innych częściach wybrzeża kamienista. Woda połyskuje zalotnie, ale najpierw trzeba się nasmarować kremem z filtrem, żeby po pierwszym dniu radosnej zabawy nie wyglądać jak raczek
Teraz możemy leniuchować i zapomnieć o bożym świecie, lub wręcz przeciwnie, rzucić się w wir oferowanych atrakcji.
Dzieci na pewno będą się bawić podczas wycieczki na bananie, bardziej samodzielni wybiorą skutery wodne, lub kajaki. Na najbardziej wybrednych koneserów czeka Błękitny Rejs. Od maja do października dostępna jest oferta wynajmu jachtów, a wtedy całe morze staje przed nami otworem.
Jeśli boimy się choroby morskiej, wybierzmy wycieczkę konno, lub rowerem. Jeśli pragniemy współzawodnictwa – pograjmy w tenisa na kortach dostępnych przy niektórych hotelach.
Wieczorem czas na relaks. Bodrum jest uważane za najlepszą imprezownię w Turcji, bije na głowę nawet kluby ze Stambułu! Najpopularniejsza jest megadyskoteka Halikarnas, ale moim zdaniem, dużo bardziej klimatyczne są imprezy organizowane na tarasach dachowych. Morskie powietrze uderza do głowy… a może to raki?
Jeśli pragniemy wyciszenia, polecam udać się na promenadę, gdzie przy lampce wina będziemy kontemlować podświetlone mury zamku i wsłuchiwać się w szum fal. Bajka!

